Strona główna Targi Czy warto jechać na targi RemaDays? Opinie.

Czy warto jechać na targi RemaDays? Opinie.

Targi RemaDays - czy warto? Opinie
Targi RemaDays – czy warto? Opinie.

Lutowe targi RemaDays (aktualnie będzie to 7-9.02.2018 r.) wpisały się na stale w kalendarz branży gadżetowej. Trzeba przyznać, że to obecnie całkiem duże targi, a trzy dni to dla Wystawców i Zwiedzających czas bardzo intensywny. Pomimo, że targi mają się świetnie, muszę przyznać, że mam na ich temat od początku mieszane uczucia.

Najpierw może o nowej lokalizacji w podwarszawskim Nadarzynie. Wyprowadzka z ExpoXXI na warszawskiej Woli poza miasto, sprawiła kilka niemiłych niespodzianek, do których trzeba zaliczyć olbrzymie korki przy wjeździe na teren targów, kłopoty z zasięgiem telefonii komórkowej i dostępem do internetu (brzmi jak żart w dzisiejszych czasach) i niespodziewane kolejki do toalet (bez komentarza).  No, ale organizator obiecał się poprawić, więc skupmy się na sprawach merytorycznych, a nie organizacyjnych. Dodam jeszcze na plus, że targi są obszerniejsze i wreszcie nie trzeba przeciskać się łokciami w dzikim tłumie i duchocie, jaka była na EXPO XXI.

Zatem przejdźmy do sedna. Impreza RemaDays ma swoją wartość, ale moim zdaniem nie odgrywa już kluczowej roli dla rynku gadżetów reklamowych z kilku zupełnie podstawowych powodów. Po pierwsze, katalogi na sezon 2018 są drukowane i rozsyłane na rynku wcześniej i nie mają premiery na samych targach, po drugie, większość Gości jak i Wystawców jest tam obecna co roku, znają się doskonale, stale kontaktują i spotykają poza targami, więc de facto do robienia biznesu te targi nie są im do specjalnie potrzebne. Ot, tylko by spotkać się i powiedzieć sobie: „cześć, całe dwa miesiące Cię nie widziałem”. Po trzecie, gadżetowy biznes przenosi się do internetu, gdzie RemaDays kart nie rozdaje (a mogłaby), czyli – jak w życiu: są plusy, są minusy tej imprezy.

NIEWĄTPLIWE PLUSY

  1. Możliwość poznania aktualnej oferty większości liczących się producentów i importerów działających w Polsce – jeśli jej się oczywiście jeszcze nie zna,
  2. Spotkanie branży, które nie ma sobie równych w tej części Europy. Zawsze to miło spotkać znajomych i porozmawiać – najczęściej ponarzekać 😉
  3. Największym plusem jest otrzymanie darmowego katalogu wystawców w formie Księgi Reklamy, czyli – mówiąc wprost – branżowej książki telefonicznej z reklamami. To prawdziwa gwarantowana i namacalna korzyść z RemaDays. Nieoceniona, jeśli ktoś nie umie korzystać z Google przy wyszukiwaniu dostawców.

DOTKLIWE MINUSY

  1. Ciężko się dopchać do większości stoisk i ciężko się umówić na rozmowę – nikt nie ma czasu.
  2. Większość rozmów handlowych polega na zostawianiu wizytówek na recepcji i uzyskaniu obietnicy kontaktu po targach.
  3. Oferta gadżetów reklamowych nie jest zbyt odkrywcza, stąd poszukiwacze oryginalności mogą wyjść z Remy zawiedzeni.
  4. Dla starych wyjadaczy branżowych Rema wieje nudą.

Teraz trochę cyfr. Jak podaje organizator, liczba zwiedzających to 19 000 gości w ciągu 3 dni, co daje średnio ponad 6000 osób dziennie, w tym sporo z zagranicy. Jak podaje organizator, blisko 90% gości przybywa na RemaDays, by zapoznać się z nowościami i nawiązać kontakty handlowe, z czego 70% twierdzi, że ten cel osiągnęła. Kolejne dane przedstawiają, że blisko 90% jest zadowolonych z oferty wystawców oraz zbliżona liczba osób wskazuje za główne zalety nowości branżowe, liczbę wystawców i nową lokalizację.

Pomijając metodykę tego nadmiernie optymistycznego badania, pozwolę sobie nieco rozwinąć powyższe informacje. Dla mnie Targi RemaDays sprzyjają niekorzystnym zjawiskom rynkowym w skali makro:

  1. Obecna formuła targów RemaDays sprzyja napędzaniu wojny cenowej i obniżaniu jakości usług. Jak można pokazywać tę samą ofertę klientom finalnym i pośrednikom, którzy chcieliby do nich trafiać? Jak można dopuścić, by klient spotykał swoją agencję reklamową przy stoisku dostawcy? Cuda, panie dzieju, cuda. Pozornie służy to samym klientom, a już w ogóle nie służy agencjom reklamowym i importerom. Dlaczego pozornie? Otóż producenci i importerzy, skupieni na swoich produktach i usługach, nie są w stanie zaoferować klientom finalnym produktów dopasowanych ściśle do ich potrzeb. Sprzedają przecież wyłącznie swoje. Mają też kłopoty ze znakowaniem, logistyką i opóźnieniami, których to spraw standardowo dopilnowują dla swoich klientów agencje reklamowe. W efekcie na rynku pojawia się chaos w kwestii warunków sprzedaży i brak lojalności, a RemaDays stają się targami Wystawców, na których się mało lub trudno zarabia. Rozwiązanie? Najlepiej oferować klientom gadżety producentów nieobecnych na RemaDays. Czy o to chodziło organizatorom?
  2. Zupełnie nie rozumiem dlaczego importerzy i producenci poszukują na RemaDays odbiorców wśród nowych agencji reklamowych, co w praktyce oznacza oferowanie gadżetów każdemu młodemu podmiotowi na rynku, każdej jednoosobowej firmie reklamowej w Polsce. Nadwyżka podaży gadżetów reklamowych na rynku zawsze prowadzi do znudzenia się ofertą, uznania jej za mało oryginalną i do wspomnianej już wojny cenowej. Wielu już się o tym przekonało. Wydawałoby się, że w interesie dostawców (importerów i producentów) jest wzmacnianie istniejących kanałów dystrybucji, zamiast ich rozwodnienia i osłabiania. Katalog obecny na każdym biurku w mieście, nie jest wart inwestowania w jego sprzedaż: obecności próbek we wzorcowniach i showroom’ach dużych dystrybutorów, co z kolei sprawia, że się gorzej sprzedaje, ponieważ produkty z niego nie są dobrze eksponowane i promowane. Dojrzałe sieci dealerskie chociażby w branży urządzeń biurowych, czy motoryzacyjnej uruchamiają co najwyżej na 2-3 punkty dealerskie w większych miastach, określając im ściśle poziom cen sprzedaży i limity sprzedażowe. Czy wyobrażamy sobie miasto z 100 dealerami Mercedesa? Komu to się będzie opłacało? Jaki standard będą oferować klientom rywalizując wyłącznie ceną? Czy w ogóle będą miały motywację by sprzedawać tę markę? To poważny błąd branży gadżetów reklamowych, którego nie potrafię wytłumaczyć inaczej jak krótkowzrocznością i chciwością. Sorry Winnetou.

Zatem czy warto? 

Jeśli jest się klientem finalnym – odradzam. Zobaczycie wszystko i nic. Będziecie myśleć, że jesteście smart i przeskakujecie pośredniczące agencje reklamowe, nie biorąc pod uwagę pozostałych istotnych parametrów sprzedaży, technologii poligraficznych i produkcji, które zrzucaliście na agencje. Możecie się na tym przejechać oraz wcale nie zapłacicie mniej.

Jeśli jest się agencją reklamowa – polecam pod warunkiem, że wie się czego szukać. Jeśli się nie wie – patrz punkt wyżej: zobaczycie wszystko i nic. Aby konkurować ceną (do czego się sprowadza cała RemaDays), potrzebujecie dostawać dobre rabaty, które otrzymacie za obrót z dostawcą. A obrót zrobicie, gdy będziecie mieli dobre rabaty. Brzmi sensownie? Nie. No właśnie.

Do zobaczenia na RemaDays 2018 !

 

Must Read

Sportowe bidony z nadrukiem

Sportowe bidony z nadrukiem stały się idealną formą reklamą. W związku z tym, iż wielu osobom...

Parasole reklamowe z nadrukiem logo firmy

Dobry gadżet reklamowy powinien być praktyczny, dobrze widoczny, a także wzbudzać pozytywne skojarzenia – takie wymagania...

Słodycze i cukierki reklamowe z nadrukiem logo

„Reklama dźwignią handlu” to stare i znane powiedzenie. W obecnych czasach dotyczy nie tylko handlu, ale...

Tanie prezenty świąteczne dla firm

Gadżety i upominki świąteczne dla klientów, kontrahentów, a także pracowników, to od dawna praktykowana tradycja. Dlaczego jednak...

Balony reklamowe z nadrukiem logo

Na rynku gadżetów reklamowych i promocyjnych dostępna jest naprawdę olbrzymia liczba najróżniejszych, niezwykle ciekawych i atrakcyjnych...